14. Miejsce na ciele jeszcze ma.

close up photo of a person s hand scratching on his flaky skin in black and white
Photo by Kristina Nor on Pexels.com

Jesteśmy najsilniejszymi zwierzętami, 

tyle w sobie smutku nosimy, cierpimy, a jednak na drugi dzień się budzimy 

Łudząc się że kolejny dzień przyniesie ulgę, wiedząc ze tylko pogrążamy się w smutku

Jesli ranimy to najmocniej ludzi ktorych kochamy, często rany się nie chce goić, sączy  się straszny z nich kwas, myślimy ze to najmocniejsza otwarta rana która doświadczać nam jest, ale za tydzień nowy cios dostajemy i ranę na nowo rozdrapujemy

Rana saczy się co jakiś czas, 

goi ją pędzący czas

Łudzimy się że ktoś ją kiedyś porządnie zszyje

Perfekcyjna zaplanowana akcja z szycia robi się poważna operacja. 

Nie mogę być sobą przy tobie

A bardzo potrzebuje ciebie

Zszyłeś mi ranę prawie bezbolesnie

Teraz musze być taka jaka zechcesz

Bo znowu mi ja rozetniesz, 

A w bólu teraz czuje dużą presję, 

a chcę czuć to co zawsze, szybką ucieczkę

Jeśli się mną znudzisz, to ją otwórz na nowo

zrób to w nocy we śnie, nie chce świadomie czuć się tak jesczcze, że ktoś mnie rozrywa a nie zszywa

Obudzę się niewinnie,

Spojrzę tylko w otwarta ranę 

wiem że Ciebie już nie ma, 

Ktoś nowy mnie zszyje, 

czy jeszcze bardziej rozpruje ?

Sączy się znowu, wyje z bólu, robię taki na osiedlu ryk

Ale mam już w dupie sąsiadów, niech na jeden dzień wezmą mój ból co wtedy powie ten cały sztuczny tłum

To nie jest naprawdę moja wina

Nauczono mnie w bólu żyć, wpojono że muszę cierpieć i winić się za wszystko, że jestem tylko grzeszna istotą, że nie mam szans być inna, że nawet mam nie próbować, że to nic nie da, więc spróbowałam sobie zadać pierwszy raz ból, żeby uśmierzyć w głowie ten chory bunt,

Bałam się cholernie pierwszego cięcia, ale jak zaczęłam nie widzialam końca, tak bardzo to lubiłam że jak najczęściej wtedy sama siebie krzywdziłem, szukałam powodu żeby zadać sobie ból fizyczny, widzieć czerwoną krew, mdleć z myślą że udało się skończyć ten chujowy dzień, że zasnę szybko a ze mnie wypłynie ta toksyczna krew, która truje mnie cały dzień, miesiąc, rok zapomniałam że to tyle trwa, pogodziłam się z myślą że taki już mój świat. Dziennie pragnęłam się tak bardzo zmieniać ze na śniadanie tortury tworzyłam, cały dzień je realizowałam, taka krucha taka słaba wolność miała gdy w nocy zasypiała

A za grzechy o poranku wstawała. 

Tak sobie powtarzała, krucha i slaba

 że to ostatni dzień w roku, że teraz zadbam o swój umysł i ciało że polubię całowanie a nie cierpienia wyszukiwanie

Zasypiając powtarzała że jest mądra i silna

Budziła się kolejnego dnia

Myśląc gdzie dziś wykona wielki głęboko ślad

Miejsca na ciele jeszcze ma 

więc wolna przestrzeń szybko likwiduje, narzędzia szykuje dziś nie dezynfekuje

powstaje nowy symbol ślad przypominający jej jaki jest brutalny świat

Tak to polubiła że nikt tego chyba nie zrozumie…

Powiem ci że cię bardzo dobrze rozumiem

Złote myśli po tej notce sobie zapisuje

Jestem ciekaw jak by się moja krew sączyla

I czy będzie taka czerwona jak twoja

Czy w innym kolorze, żeby ci pomoc ja to wypróbuje, wtedy będę wiedzieć chociaż trochę jak się czujesz, w ten sposób Cię uratuje

Mnie też nikt już nie uratuje

Bo sam się nawet na to nie przygotowuje

Żyć w bólu nie lubie ale jak czuje że odchodzi ze mnie życie, to mnie motywuje

Dziwne to wiem

Bo przestałam oszukiwać Siebie

Pogodziłam się jak jest

Mów na mnie jak chcesz

Ale najbardziej polubię jak będziesz mówić Czarny deszcz…

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top
Atelier Thomas Gain