To już ten czas, on nadszedł, musze zobojętnieć, przestać pytać,

czy prawda jest pożyteczna czy staje się moją torturą, ruiną. Upodobałem sobie siłę w pytaniach, w pytaniach których dziś nikt nie ma odwagi zadawać… odwaga do tego co zakazane, skazane z góry na labirynt. To niczym mój rachunek sumienia, doświadczenie wyniesione z siedmiu samotności. Pragnę mieć nowe uszy dla nowej muzyki. Nowe oczy do tego co najdalsze. Nowe sumienie dla prawd oniemiałych. I zrozumieć, pojąć, odsłuchać się, w ekonomi wielkiego stylu, ocalić swą siłę, swój ogień, energię w skupieniu… podziw dla siebie, miłość dla siebie, bezwzględna wolność względem siebie. Poza dniem czy nocą, życiem czy śmiercią, nasze życie, nasze szczęście… Już dawno odkryliśmy szczęście… znamy poprawną ścieżkę, drogę, znaleźliśmy wyjście z całych tysiącleci labiryntu. Kto je znalazł ? Czyżby człowiek nowoczesny ? Na ta nowoczesność byliśmy chorzy.  Łaknęliśmy, ostrzyliśmy pazury, nie potrafię wyjść ani wejść, jestem wszystkim, a zarazem niczym co wyjść ani wejść nie umie. Wzdychamy… Ta tolerancja serca, która wszystko przebacza bo wszystko pojmuje. Byliśmy dość waleczni, nie szczędziliśmy siebie i innych, lecz nie spodziewaliśmy się i nie wiedzieliśmy długo dokąd ta waleczność nas doprowadzi… Nasz niefart, pełnia, napięcie, stężenie sił… Pragnęliśmy błyskawicy  i czynów, trzymaliśmy się jak najdalej od szczęścia słabeuszów, od poddania. Burza w nas szalała, a przyroda która jesteśmy oddalała się, nikła, zaciemniła się. Ale nie, nie mieliśmy innej drogi, niestety. Formuła naszego szczęścia tak – nie, linia prosta, cel… Wyklęto wszystkie podstawowe tego typu instynkty, wydestylowano z tych instynktów zło. Świat litości, świat depresji. Tracimy siłę, zarażamy się cierpieniem… Znów zadam sobie pchnięcie, by wszystko pękło… Tu być lekarzem, tu być nieubłaganym, tu krajać nożem… czy to nasze zadanie… To nasz rodzaj miłości człowieka ? Czuję jak trujecie moje życie z powołania… Czyżby czysty duch był czystym kłamstwem ? Świadomy adwokat nicości uchodzi za przedstawiciela prawdy. Jestem nową ofiara na ołtarzu demona abstrakcji. Co niszczy szybciej niż automat obowiązku, bez konieczności czucia wewnętrznego, bez głęboko osobistego wyboru, bez przyjemności ? Jest to wprost recepta na chylenie się ku upadkowi, aż do idiotyzmu… Czy to właściwie nie smak estetyczny utrzymywał mnie w tak długiej ślepocie, żądała ona od prawdy malarskiego efektu, żądała tak samo od poznającego, by silnie działał na zmysły. Te Twoje moralizmy, włazisz w jaskinie każdej cnoty prywatnej, stajesz się stwórcą każdego, osobą prywatną, kosmopolitą. Pozostawiłeś mi tylko ciało, a pragniesz tylko duszy… 

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
Scroll to Top
Atelier Thomas Gain